niedziela, 13 maja 2012

Lucy Maud Montgomery "Ania z Zielonego Wzgórza"

Autor: Lucy Maud Montgomery
Tytuł: Ania z Zielonego Wzgórza
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Rok wydania: 2004

Opowieść o Ani Shirley jest obowiązującą lekturą w mojej szkole. W innych chyba zresztą też. Wcześniej nie zamierzałam po nią sięgać (sama nie wiem czemu). Lecz teraz, kiedy moja pani od języka polskiego kazała przeczytać ową książkę, skusiłam się. Dobra, musiałam się skusić; czytanie lektur to obowiązek. Wstyd się przyznać, ale "Ania z Zielonego Wzgórza" to dopiero pierwsza cała przeczytana lektura. Wcześniejszych nie dokończyłam, niestety. (Do zakończenia "W pustyni i w puszczy zostało mi zaledwie kilkanaście stron). Na początku myślałam, że "Ani..." nie przeczytam. W ogóle. Chyba dlatego, że myślałam, iż jest napisana trudnym językiem, którego używali wieeeele lat temu. Myliłam się.

Na Zielone Wzgórze przyjeżdża pewna dziewczynka. Jest mała, chuda i ma rude włosy. Nazywa się Ania Shirley. Nic o niej nie wiadomo. No, może poza tym, że jest sierotą i przyjechała tu przez pomyłkę. Państwo Cuthbertowie - Maryla i Mateusz - to rodzeństwo. To właśnie oni mieli zaopiekować się dziewczynką. Choć chcieli adoptować chłopca, aby pomagał Mateuszowi w gospodarstwie i na polu, los sprawił, że do ich domu trafiła Ania. Maryla - kobieta w średnim wieku - podjęła decyzję, żeby Ania jednak została, choć wcześniej się wahała. I tak oto rudowłosa istota została na Zielonym Wzgórzu.

Dziewczynka ta to marzycielka. Ma też bujną wyobraźnię. Potrafiła wyobrażać sobie różne rzeczy, na przykład, że jest księżniczką lub ma inne imię. Nadawała nowe nazwy roślinom, jeziorom, dolinom, drogom. Towarzyszyło temu wiele zabawnych przygód. Ania jest też bardzo ambitna i dobrze się uczy. Mijają kolejne lata. Ania staje się piękniejszą dziewczyną. Trwają przygotowania do nauki w Akademii. Czy bohaterka da sobie radę i zdobędzie stypendium?

"Ania z Zielonego Wzgórza" okazała się świetna. Myliłam się jednak co do "trudnego języka". Słowa są normalne, czytałam je szybko. Niektóre momenty książki są wzruszające. Podczas jednej historii o mały włos się nie "poryczałam". To pierwsza lektura, która okazała się ciekawa. No, dobra, pisałam już wcześniej, że nie przeczytałam w tym roku szkolnym żadnej lektury, prócz tej. Ale w poprzednich latach przebrnęłam przez niektóre. Nie mogłam się od niej oderwać. Moja Mama mówiła, że w dzieciństwie ją "pochłonęła". I nie dziwie się jej. Ja tak samo ;)

Podsumowując, "Ania z Zielonego Wzgórza" to zabawna, ale także wzruszająca opowieść. Polecam!

9 komentarzy:

  1. Kocham to za mało powiedziane!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam w czwartej kasie podstawówki - wtedy mi się nie podobała, ale może zrobię drugie podejście ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie czytałam jeszcze żadnej częsci! Wiem, wstyd... :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj dawno, dawno to czytałam... Uwielbiam scenki, gdy Ania przypadkiem rozpiła Dianę i gdy dziewczynki wymyślały historie. Jak to było - "Klub młodych pisarek"? Pamięć mi szwankuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja podobnie jak Trindeth nie czytałam jeszcze "Ani...". Wiem, że powinnam to nadrobić, ale na razie jakoś nie mam ochoty. Jednak nie mówię nie ;).
    Ojej! Dopiero teraz czytając komentarze i nadrabiając zaległości na blogach zobaczyłam, że zostałam przez Ciebie otagowana. Bardzo Ci dziękuję! Szkoda, że tak późno to zobaczyłam. Dopiero co opublikowałam na blogu nowy wpis, więc odpowiem na pytania w piątek :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam "Anię z Zielonego Wzgórza". czytałam ją kilkukrotnie. Mam w domu wszystkie części :))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny blog, dodaję do obserwowanych i zapraszam do siebie: http://ksiazki-recenzja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. najlepsza lektura jaką pamiętam<3

    OdpowiedzUsuń
  9. książka jest zaje*****. przepraszam za wyrazy ale nie umiem wyrazić jak bardzo mi sie podoba!

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam długie komentarze, dlatego postaraj się napisać coś więcej niż tylko "przeczytam", "nie przeczytam" albo "brzmi super", a wtedy z pewnością Cię zauważę. :-)

Dziękuję za każdy komentarz!