środa, 30 stycznia 2013

Elizabeth Chandler "Pocałunek anioła"

Autor: Elizabeth Chandler
Tytuł: Pocałunek anioła
Seria: Pocałunek anioła
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Rok wydania: 2012

Pocałunek anioła to pierwsza część czterotomowego cyklu o tej samej nazwie. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam tę pozycję, chyba w Empiku, nie wiem, książka mnie zaciekawiła już od pierwszego spojrzenia na okładkę. Potem dowiedziałam się, że wydane zostały trzy kolejne tomy. Bardzo chciałam przeczytać całą serię, gdyż okładki niczym magnes przyciągały mnie do siebie. I kiedy nareszcie przydarzyła się taka okazja, kiedy moja Siostra zauważyła całą serię w bibliotece, od razu wszystkie cztery wypożyczyłam. Jednak zrozumiałam, że nie ocenia się książek po okładce...

Ivy Lyons jest nastolatką. Ma chłopaka - Tristana - przyjaciół oraz muzyczny talent. Przyszłość dziewczyny zapowiada się wspaniale. Ma wszystko, czego jej potrzeba. Jednak podczas wypadku samochodowego Tristan ginie. Ivy również była w tym samochodzie, lecz przeżyła. Dziewczyna nie może się pogodzić ze stratą tak kochanej, bliskiej jej osoby. Na dodatek nastolatka traci wiarę w anioły, w które, jeszcze przed wypadkiem, tak bardzo wierzyła. Na szczęście nad jej losem czuwa anioł - choć Ivy jeszcze o tym nie wie...

Przed sięgnięciem po Pocałunek anioła myślałam, że powieść będzie obfita w wiele intrygujących wydarzeń, sympatycznych bohaterów, których bardzo szybko można polubić, oraz to, że szybko i miło się ją przeczyta, nie żałując wykorzystanego czasu na to. Otóż, chyba się myliłam. W tej książce wcale nie jest tak kolorowo, jak myślałam! Zacznę od tego, że już od pierwszych stron, chciało mi się ziewać. Było bardzo nudno. Nie działo się nic szczególnie ciekawego. Na około czterdziestej stronie przerwałam czytanie tej pozycji, bo nie chciało mi się tracić czasu na takie coś. Zrobiłam długą przerwę w czytaniu Pocałunku anioła i zabrałam się za inne książki. Jednak około tydzień temu, znowu zaczęłam ją czytać, ponieważ chciałam już ją dokończyć, z czystej ciekawości, co się dalej potoczy, i czy może autorka mnie czymś zaskoczy (rym w tym zdaniu całkowicie przypadkowy :)). Więc czytałam i czytałam, i skończyłam czytać ją po jakichś dwóch dniach...

Akcja rozkręca się dopiero w połowie, a nawet powiedziałabym, że na samym końcu. Niestety, tylko końcówka mnie zaintrygowała i tylko ona zachęciła mnie do sięgnięcia po drugi tom tej serii. Ale jeszcze nie o tym mowa. Trzy czwarte książki to nuda. Nic specjalnego się nie dzieje, ot, opisane jest życie zwykłych nastolatków - typowe. Takich książek jest masa. W Pocałunku anioła mamy do czynienia z narracją pierwszoosobową. Powieść została podzielona na rozdziały, ale w każdym z nim jest mowa na przemian o Ivy i o Tristanie. Dzięki temu, możemy dowiedzieć się, co czuły dwie różne postacie, jakie emocje w nich buzowały, co myślały. Opisów jest dużo. Język literacki - taki sobie - dość młodzieżowy. Niektóre wypowiedzi bohaterów wydały mi się aż śmieszne. Nie chodzi o zabawne, tylko takie, które... wzbudzały litość...

Niewiele jest książek o aniołach, wszędzie pełno wampirów, zombie, wilkołaków... Tym razem zaś natknęłam się na powieść, w której anioły odgrywają ważną rolę. Do tej pory nie miałam okazji sięgnąć po książki o takich postaciach. Słyszałam jedynie o trylogii Szeptem, ale jej nie czytałam. To nawet dobry pomysł, że autorka postanowiła uczynić swoimi bohaterami anioły, bo w nie trzeba wierzyć.

Wszyscy wychwalają tę książkę (bo większość opinii o tej powieści, które przeczytałam były właśnie pozytywne). No to ja chyba jestem jakimś odmieńcem, bo Pocałunek anioła jest taki sobie, nie zrobił na mnie wrażenia. A szkoda, bo naprawdę, ale to naprawdę sądziłam, że powieść będzie świetna. Kto chce, niech sięgnie po tę książkę, ale według mnie to strata czasu. Owszem, niektóre momenty są ciekawe oraz oryginalne jest to, że w powieść jest między innymi o aniołach. O tym, że istnieją. O tym, że czuwają nad każdym człowiekiem. I o tym, że trzeba w nie wierzyć.

Cykl Pocałunek anioła:
Pocałunek anioła | Potęga miłości | Bratnie dusze | Wieczna tęsknota

4 komentarze:

  1. okładka piękna, ale nie jestem pewna czy treść kusząca...
    pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z recenzji Basi wynika, że wcale taka kusząca nie jest ;)

      Usuń
  2. Ja sięgnę z czystej ciekawości, może nawet i po całą serię. 4/10 to w sumie nie aż tak niska ocena (parę plusów musiałaś znaleźć, skoro nie dałaś np. dwójki :D). A okładka faktycznie piękna, szkoda, że nie kryje się za nią równie świetna treść...

    OdpowiedzUsuń
  3. Żeby to była odrębna powieść, to może jeszcze bym się na nią skusiła, ale skoro stanowi część cyklu, to ja jednak spasuje, tym bardziej, że i ty nie masz o niej zbyt pozytywnego zdania.

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam długie komentarze, dlatego postaraj się napisać coś więcej niż tylko "przeczytam", "nie przeczytam" albo "brzmi super", a wtedy z pewnością Cię zauważę. :-)

Dziękuję za każdy komentarz!