niedziela, 1 czerwca 2014

Suzanne Collins "Igrzyska Śmierci"



Nie da się przewidzieć przyszłości. Choć byśmy się jak najbardziej starali, nie mamy możliwości dokładnie wiedzieć, co zdarzy się za kilkanaście, kilkaset lat. Nie mamy nawet pojęcia, co będzie za tydzień, jutro czy nawet za pięć minut. Wiele z nas zadaje sobie pytanie: "Jak kiedyś będzie wyglądał nasz świat?" Istotne pytanie, na które jednak tak naprawdę nie możemy znaleźć odpowiedzi. Skąd mamy wiedzieć, jak zmieni się nasza Polska? Czy Ameryka nadal będzie podzielona na stany? Czy na świecie pojawią się nowe gatunki roślin, a może nawet zwierząt? Te nurtujące pytania zostawię jednak filozofom i badaczom przyszłości, a teraz zabiorę Was w podróż. W podróż do przyszłości, rzecz jasna, a dokładnie do Ameryki. Gotowi?...

Tereny dawnej Ameryki Północnej, państwo Panem. Kraj podzielony na Kapitol i dwanaście dystryktów. Okrutna władza i przedziwne zwyczaje to ich cechy charakterystyczne, szczególnie tych ostatnich, biedniejszych. Co roku odbywają się tutaj Głodowe Igrzyska - zawody na śmierć i życie, w których muszą wziąć udział chłopiec i dziewczyna pomiędzy dwunastym a osiemnastym rokiem życia z każdego dystryktu. Ten zwyczaj funkcjonuje już od wielu, wielu lat, a ma on na celu pokazanie, jak wielką władzę ma Kapitol.
Szesnastoletnia Katniss Everdeen to główna bohaterka i mieszkanka dwunastego najbiedniejszego dystryktu. Zgłasza się ona na ochotnika igrzysk, zamiast jej młodszej siostry Prim. Jakie będą dalsze losy młodej bohaterki? Czy okrucieństwo igrzysk zmieni coś w jej życiu?

"Igrzyska Śmierci" zalegały na mojej półce już szmat czasu, a ja dopiero niedawno po nie sięgnęłam. Może i wydawało by się to dziwne, ale jakoś nigdy nie miałam do tego okazji (tfu, chociaż nie, raz zaczęłam czytać, ale przerwałam, bo jak to ujęła moja Mama: "jestem jeszcze za młoda na takie książki" - no dobra, miałam wtedy ze dwanaście lat), dopiero wiadomość o filmie emitowanym w telewizji mnie ożywiła i zmotywowała mnie do przeczytania "Igrzysk". Niestety, nie zdążyłam jej skończyć przed ekranizacją, więc w tym przypadku złamałam zasadę "najpierw książka, potem film". Zawsze gdy czytam powieść, sama wyobrażam sobie bohaterów i sama wymyślam sobie, jak wyglądają. Podczas czytania "Igrzysk Śmierci" miałam jednak przed oczami Jennifer Lawrence jako Katniss i Josha Hutchersona jako Peetę, więc tym razem nie mogłam sama wykreować sobie bohaterów.
Mimo że ta książka opowiada o przyszłości, czułam, że czytam o przeszłości. Może to przez te nienaturalne igrzyska? Bardziej kojarzyły mi się z latami przeszłymi. Nie wyobrażam sobie kolejnych wieków z takimi zwyczajami ani okrucieństwem władzy - przypisałabym je raczej do np. II wojny światowej. Oprócz tego zabrakło mi trochę nowoczesnej technologii, która wraz z kolejnymi latami się rozwija. Powstaje teraz tyle różnych i przedziwnych urządzeń, których pojawienie się w tej książce nieco przybliżyłoby mi przyszłość.
Autorka wykreowała bohaterów w taki sposób, że albo ich kochasz, albo nienawidzisz. Oprócz wartkiej akcji, to właśnie postaci dodają kolorów tej książce (co zdarza się naprawdę rzadko, bo często to właśnie one psują powieść). Katniss jest głową rodziny - poluje, zdobywa pożywienie (łamiąc oczywiście wszelkie zasady) oraz nielegalnie to sprzedaje. Jest bardzo odważna, a jej postawa, gdy zgłasza się na trybuta, o czymś świadczy. Nie jest jak inne nastolatki w jej wieku - nie interesuje się ciuchami czy chłopakami. Po prostu ma za zadanie wyżywić swoją rodzinę. Innym głównym bohaterem jest Peeta Mellark. Lecz co tu dużo mówić, oprócz "team Peeta"?

Podczas czytania "Igrzysk" czułam się świetnie i zupełnie zapomniałam o otaczającym mnie świecie. Dzięki narracji ze strony Katniss, mogłam poczuć się jak ona, mogłam walczyć z trybutami, mogłam znać jej myśli. Nie nudziłam się ani chwilę, bo zawsze się coś dzieje, a niespodziewane zwroty akcji powodują lekkie dreszcze oraz przyspieszenie bicia serca. Po obejrzeniu filmu wiedziałam, czego mam się spodziewać i z czym mam do czynienia, więc sceny walk nie były już dla mnie takie straszne. "Igrzysk Śmierci" nie da się tak łatwo zapomnieć. Niektóre sceny pozostają w pamięci przez dłuższy czas.
"Ta książka uzależnia" - to słowa Stephena Kinga. Zgadzam się z nimi w stu procentach. W ogóle nie mogłam się od niej oderwać, a takie książki uwielbiam i nie cierpię ich jednocześnie. Dlaczego kocham? Bo w końcu trafi mi się taka lektura, której nie zapomnę i która bardzo mi się spodoba. Dlaczego nie cierpię? Bo przez nie nie robię nic, tylko czytam, nie śpię, tylko rozmyślam i dumam nad tym, co wydarzy się dalej. A niektórych bohaterów tak polubiłam, że trudno było mi się z nimi rozstać choć na dziesięć minut.
Jeśli już czytaliście tę książkę - to świetnie. Koniecznie podzielcie się ze mną swoimi odczuciami.
Jeśli nie czytaliście tej książki - to źle. Zróbcie to szybciutko! Nawet nie wiecie, jakie cudowne książkowe dzieło Was omija! Nie zastanawiajcie się długo, tylko idźcie do biblioteki, wypożyczcie i rozkoszujcie się przygodami Katniss i Peety.

"Igrzyska Śmierci" to do tej pory najlepsza książka, którą czytałam w tym roku. Mimo swej prostoty, zawiera w sobie coś magicznego. I dlatego mnie urzekła.

Uwielbiam.

Po prostu uwielbiam.

14 komentarzy:

  1. Zawsze używam tego słowa, jeżeli chodzi o tą trylogie: Uwielbiam <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm... jakie są moje odczucia? Niestety nie będę tu oryginalna - takie same jak Twoje! Zgadzam się z Twoją opinią w 100% Masz rację, tej książki nie da się zapomnieć. Są książki, które czytałam kilka miesięcy temu, ale nie pamiętam dokładnie o czym były. Tę czytałam jakieś 1,5 roku temu i nadal doskonale ją pamiętam, może dzięki ekranizacji? Filmy zawsze jakoś lepiej "zapisują się" w mojej głowie. :) Ja też jestem Team Peeta :P To jedna z lepszych książek, jakie kiedykolwiek czytałam, najbardziej lubię tę część, choć pozostałe też są spoko. Chociaż teraz sobie przypomniałam, że na początku nie mogłam się wciągnąć w tę książkę, ale gdy Katniss trafiła na arenę (albo może troszkę wcześniej?), nie mogłam się oderwać i zakochałam się w niej ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Ah, moja ukochana trylogia. Cieszę się, że tobie też się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedna z moich ulubionych serii, "Kosogłos" najlepszy, więc czytaj szybko! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zamierzam szybko się za niego zabrać. :)

      Usuń
    2. A według mnie najlepszy jest właśnie pierwszy tom :) Ale bardzo ciekawa jestem Twojej opinii o pozostałej dwójce - więc czekam! :)

      Usuń
  5. Przeczytałam pierwszy tom jednym tchem i długo musiałam czekać na pozostałe części, bo było to w czasie, gdy nawet nie powstał film i trzeba było czekać na polskie wydanie kontynuacji powieści! Teraz można kupić wszystkie trzy części naraz i czekać nie trzeba. Mimo iż nie należę do młodego pokolenia czytelników, to powieść również wywarła na mnie podobne jak Twoje uczucia!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciagle w planach. Jak uzbieram w koncu troche pieniedzy to po "Zlodziejce ksiazek" od razu lece do ksiegarni po cala serie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę, że Ci się Igrzyska spodobały. No i prawidłowo! Po "W pierścieniu ognia" jak najszybciej do biblioteki leć :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano spodobały się, spodobały. Haha, i tu Cię zaskoczę: cała trylogia leży sobie wygodnie u mnie na półce, więc nie muszę nigdzie lecieć. Poza tym "W pierścieniu ognia" już przeczytałam. :D

      Usuń
  8. Leży na półce już ponad pół roku i jeszcze się za nią nie zabrałam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zakochałam się w tych książkach:) w czerwcowych planach mam "Kosogłosa" , zapraszam więc wkrótce do mnie na recenzję
    mirabelkowabiblioteczka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam "Igrzyska śmierci", a druga część jeszcze lepsza :D Zazdroszczę, że masz je jeszcze przed sobą, bo taką przygodę przeżywa się niezwykle rzadko :D

    OdpowiedzUsuń

Uwielbiam długie komentarze, dlatego postaraj się napisać coś więcej niż tylko "przeczytam", "nie przeczytam" albo "brzmi super", a wtedy z pewnością Cię zauważę. :-)

Dziękuję za każdy komentarz!